

Każdy zespół budowany po to, by odnieść sukces, potrzebuje graczy, którzy wchodząc na boisko nie zawiodą. Historia sportu pełna jest przypadków znakomitych zawodników, którzy pełnili rolę rezerwowych, ale zawsze – lub prawie zawsze – gdy byli potrzebni, dawali drużynie dużą jakość. Bronisław Bebel, znakomity polski siatkarz, który w 1976 roku świętował z reprezentacją Polski wygranie igrzysk olimpijskich, był postacią bardzo potrzebną.
Dziesięć lat przed cudownym turniejem olimpijskim w Montrealu Bebel zadebiutował w Chełmcu Wałbrzych, później przeniósł się do Resovii Rzeszów, z którą święcił wielkie sukcesy zdobywając m.in. cztery razy mistrzostwo Polski, Puchar Polski oraz medale w rozgrywkach Pucharu Europy Mistrzów Krajowych i Pucharu Europy Zdobywców Pucharów. W Polsce reprezentował jeszcze barwy Hutnika Kraków, z którym dwukrotnie był wicemistrzem Polski, a później występował we francuskich klubach z Tuluzy i Grenoble. Z tym drugim, w roli grającego trenera, wystąpił w turnieju finałowym Pucharu Europy Zdobywców Pucharów. Jego związki z Francją były bardzo mocne, bo zanim na koniec kariery trafił nad Sekwanę to wcześniej… urodził się w tym kraju, w 1949 roku.
– Bebel? Szybki, dynamiczny, pracowity i ambitny – to powie każdy jego były trener, a na swojej drodze spotkał szkoleniowców wybitnych, z rzeszowską legendą Janem Strzelczykiem na czele. W złotej reprezentacji Huberta Jerzego Wagnera zazwyczaj był rezerwowym, często zmieniając, gdy była taka potrzeba, Włodzimierza Stefańskiego lub Mirosława Rybaczewskiego. Z biało-czerwonymi świętował nie tylko triumf w Montrealu, ale także medale mistrzostw Europy i Pucharu Świata.
