Hubert Jerzy Wagner

Mówili o nim „kat”, choć wielu z siatkarzy za kata go wcale nie uważało. Gdy został selekcjonerem polskiej reprezentacji nie miał żadnego doświadczenia trenerskiego, był po prostu ich kolegą z boiska. Ale mu zaufali, poszli za nim i stworzyli jedyną jak do tej pory w historii polską drużynę siatkarską, która wygrała igrzyska olimpijskie.

Gdy przejmował reprezentację narodową, zespół miał na koncie niewielkie sukcesy, ale siatkówka nie cieszyła się wielkim zainteresowaniem. W dzisiejszych czasach może trudno jest w to uwierzyć, ale fantastycznych dla biało-czerwonych mistrzostw świata w Meksyku nawet nie pokazywano w polskiej telewizji. To Wagner i jego zespół jako pierwsi w historii przesunęli siatkówkę w górę priorytetów wśród polskich kibiców. A sam trener, o którym wielu wypowiadało się dość kpiąco, został drugim po Kazimierzu Górskim najpopularniejszym selekcjonerem w kraju.

– Interesuje mnie tylko złoto – powiedział w wywiadzie przed igrzyskami w Montrealu i – choć był przecież aktualnym mistrzem świata – wzbudził wiele uśmiechów politowania. Jego drużyna jednak wiedziała, że jest w stanie to zrobić, bo, po pierwsze, ma w swoim składzie znakomitych siatkarzy, a na ławce znakomitego trenera. Komplet zwycięstw i jedyny złoty medal olimpijski dla polskiej siatkówki stał się faktem. Wagner krótko po igrzyskach zdecydował się zostawić kadrę, do której jednak jeszcze wracał, zresztą z sukcesami.

Przez to, że był trenerem, który prowadził drużynę do największych sukcesów, wiele osób nie wie, że Wagner był też znakomitym siatkarzem, a na swoim koncie miał prawie dwieście meczów w reprezentacji, brązowy medal, udział w igrzyskach w Meksyku i cztery tytuły mistrza Polski. 13 marca 2002 roku jego życie zakończył zawał serca, który sprawił, że stracił panowanie nad samochodem i spowodował wypadek.

Galeria

Patronat